Jump to content

Europa da się lubić!


AdrianPL86

Recommended Posts

Cześć mobile!

 

... kolejny dzień w pracy, a co za tym idzie nieznane mi jeszcze wyzwanie. Piękny poranek w nadmorskim, południowo norweskim Kristiansand, temperatura dość ciekawa - dużo na plusie, przyjemna aura przyświecała 10 godzinnej pauzie, aż do godziny 10:42 kiedy to rozlega się telefon. Spoglądam w dobrym nastroju na wyświetlacz telefonu - dzwoni mój spedytor. Po krótkiej rozmowie oplecionej kilkoma nowymi żartami dowiaduje się że czas błogiego odpoczynku dobiega końca, tak by zaraz rozległ się po mojej kabinie dźwięk wiadomości sms, wyśle mi adres, pod który udam się ładować. Ogarnąłem lekko kabinę, wstawiłem wodę ... ooo rozległ się dźwięk smsa - kawę dokończę już w drodze. Po wprowadzeniu w nawigację adresu - powoli ruszam. Tym razem ktoś z zachodniej Europy, a dokładniej z Holandii zamówił sobie masę pomidorów, będzie przecier pomyślałem z uśmiechem na twarzy. Ładuje się w firmie AgroNord, na miejscu czeka już na mnie chłodnia należąca do owej firmy, a w niej niebagatela - 18 ton pomidorów. W drogę - odpalając silnik czekam jeszcze na podpompowanie powietrza. Kilkadziesiąt kilometrów dzieli mnie do miejsca pobrania ładunku. Droga mija szybko - samym koniem to jest jazda, niestety nie zarobkowa, chociaż i takie momenty w tym zawodzie lubię. Zajeżdżam na miejsce, z oddali wita mnie już typowo produkcyjne gospodarstwo, kilka szklarni, jakieś silosy, magazyny - osobiście lubię ładować się u "gospodarza". Jak wiadomo Norwegia uchodzi za kraj ponurych "depresantów" i "alkoholików" - jednak tym razem, ku mojemu zaskoczeniu wita mnie z uśmiechem na ustach gospodarz. Wymieniamy ze sobą kilka słów "kalecząc" angielsko norweski - jednak gościna zaskakuje mnie najwyższym poziomem, kilka jajek i świeże warzywa - będzie się działo dziś podczas kolacji - jajecznica pomyślałem. Za nim to nadejdzie czeka mnie jeszcze spora wyprawa. Patrząc na zegarek - mamy 11:51 - I must go - wymuszając z siebie - bo najchętniej zostałbym tu na dłużej żegnam się z gospodarzem odbierając papiery i dając do podbicia CMRkę. Z dokumentów wywnioskowałem że czeka mnie jazda do Groningen w Holandii. Podpinam się pod naczepę, sprawdzam oświetlenie, przewody, zabezpieczenie ładunku i zagryzając jabłko wyruszam w trasę. Jadę do portu! Ucieszyłem się wiedząc że wracam na twardy ląd, tam gdzie mój kraj. Droga mija przyjemnie, jest nieduży ruch, można podgonić wciskając pedał w podłogę. W oddali widzę już dźwigi portowe, zbliżając się mijam nabrzeże kontenerowe i terminal pasażerski. Dotarłem w końcu na odprawę promową - na szczęście mam już zabukowane miejsce, będąc trochę przed czasem mogę na chwilę przystanąć. Po krótkim postoju wjeżdżam na prom, by odbyć nim rejs do leżącego w Dani, w miejscowości Hirtshals portu. Płyniemy - trzy godziny mijają szybko, w sumie zdążyłem tylko uporządkować dokumenty i wypić kubek ciepłej, owocowej herbaty. Jestem, zjeżdżając z promu udaje się w kierunku skrzyżowania z drogą E39 a nią dalej w stronę granicy z Niemcami. Jadę i jadę, zostawiając za sobą kolejne słupki kilometrażowe. Pilnując czas pracy i jazdy, bo z niego skrupulatnie jestem rozliczany (jak wiadomo Milogi, srogi itp) wpisałem w kartę delegacji godzinę wjazdu na terytorium Niemiec. Czas na 45 minutową pauzę, tylko gdzie? w zasięgu wzroku na nawigacji nie ma żadnego autohofu. Jest! Jest! pojawił się znak, zjeżdżam jednak nic nie zapowiadało braku miejsca, same gabaryty z Rosji - wzdycham w myślach przejeżdżając przez zapełniony parking, na szczęście kilka kilometrów dalej jest kolejna tanksztela, na której się zatrzymam. Czas jazdy przekroczyłem - zrobię wydruk z tacho i odpowiednio go opiszę. Dojechałem na miejsce postoju, na szczęście na parkingu dużo miejsca, stoi tylko jeden zestaw ruskiego przewoźnika. 45 min wykręcone jedziemy dalej. Po drodze nie wiele się dzieje, mijam polskie, niemieckie, słowackie zestawy, był tez jakiś Hiszpan i Holender... kur... coś się dzieje niedobrego, słyszę sykk powietrza na szczęście za kilka kilometrów jest przygraniczny parking - mam tylko nadzieję że uda mi się tam dojechać. Udało się, wychodzę z ciągnika, i szukam usterki. Jak się okazało naderwał się przewód powietrza tuż przed osiami naczepy, szybka - prowizoryczna naprawa, ruszam dalej. Na szczęście "chwilowe" rozwiązanie sprawdza się do końca mojej dzisiejszej trasy, wszystko czego pragnę w tej chwili to być już na rozładunku. Dojechałem, idę zgłosić swoją obecność niestety w biurze dostaję pager i polecenie "waiting". No ok co mogę innego zrobić - staję z boku by nie blokować "szlaku" przejazdowego po firmie, niby 3-4h oczekiwania na wolną rampę. Mija 50min i odzywa się pager - jedziemy, rampa nr 4. Cofam, wyłączam silnik i idę do magazyniera z dokumentami. Po rozładunku, który szybko im poszedł - 30min z małym haczykiem to jeden z rekordów - odbieram dokumenty, odczepiam konia i udaję się na parking by zakończyć ten pracowity dzień ... do następnego !

 

Statystyki trasy:

przejechany dystans: 840km

zużyte paliwo: 246,2l

 

kilka fotek z trasy:

01.png02.png03.png04.png05.png06.png07.png08.png09.png10.png11.png12.png13.png14.png15.png16.png

  • Upvote 2

ets2_00209.jpg

Link to comment
Share on other sites

Siemanko!

 

Czas leci i leci - nieubłaganie, a u mnie trochę zmian, nowości jednym słowem zapraszam do lektury.

 

 

... jak to w życiu zawodowym bywa, jedni osiadają w jednym miejscu monotonnie wykonując swoje zadania i tak dzień w dzień, innych ciągnie gdzieś, sami nie wiedzą gdzie, byle by tylko uciekać od tej monotonni, podobnie jest i u mnie. W siedzibie mojej firmy pojawił się nowy, dość potężny klient z sektora transportu intermodalnego, a dokładnie mówiąc, tfu pisząc - spedycja kontenerowa. Szereg pertraktacji wszelakich, dogadane tematy za i przeciw zaowocowały podpisaniem kontraktu na międzynarodowe transporty kontenerowe. Po obwieszczeniu przez szefostwo na zebraniu pracowniczym tej wiadomości - pomyślałem sobie coś zajebis.... tym bardziej że temat dla mnie ciekawy, a z kontenerami jakieś dużej styczności prędzej nie miałem, co nie znaczy, że mieć bym nie chciał. Jak się okazało na początek wstawione zostaną pod spedycję cztery ciągniki siodłowe - owa spedycja posiada park swoich ram pod kontenery, jedyny minus całej zabawy - czasami trzeba będzie jeździć po parkingach i szukać wolnej naczepy ale temat do przeskoczenia. Na twarzach moich kolegów pojawił się również uśmiech, oho będzie "walka" pomyślałem. Nie myliłem się - po pytaniu zadanym przez szefa - kto jest chętny? zgłosili się prawie wszyscy, no po za Mirkiem, Mariuszem i Darasem - lepiej im na firanach z tego co wiem, no ale o gustach się nie dyskutuje jak najstarsi mówią ... chyba górale. Padło hasło dogadajcie się - yhmmm tak, już załatwione boss... no ale co jak to na facetów przystało dogadanie przyszło szybko - robimy zawody, kto szybciej wypije pół litra wody niegazowanej (miało iść o piwo ale kierowca, alkohol nie no gdzie... ), czterech najszybszych wygra. Batalia zawzięcie się zaczęła, rekordy padały... trzy sekundy lepszy, 10 sekund gorszy ... w końcu przyszła pora na mnie, wlałem w siebie kuban wody nawet nie wiem jak - drugi czas, jest! krzyknąłem -  ale jeszcze pięć kolegów po fachu po mnie, może okazać się że nie będzie ciekawie, na całe szczęście wyprzedził mnie tylko Mietek. Ok jestem w czwórce - idziemy do szefa. By emocji nie było za mało - dostaniecie nowe ciągniki, yyyy zatkało nas...

 

Dobra by się nie rozgadywać, opisywać emocji itp - mija tydzień wybieram się do salonu Volvo we Wrocławiu po mój nowy, drugi "dom". Dostałem Volvo czwartej generacji z 540 konnym silnikiem, na boku nowe barwy firmy, w której pracuję - mega! pomyślałem. Prezentuje się ono tak:

 

ets2_001m.png.499ddac92c75d5243a2b90f023ets2_002m.png.e48f2d578f7e8a7ad66f0ef866ets2_003m.png.eb8ec0ae3b8342dec5bf1043cbets2_004m.png.8cb6baa9925acd2e645777dfb5

 

Po podpisaniu wszelkich niezbędnych dokumentów, odbytej jeździe próbnej po mieście i zapakowaniu swoich rzeczy do kabiny zgłaszam gotowości do działania spedytorowi z firmy kontenerowej. W telefonie słyszę hasło - na start to jakaś krótka krajóweczka - niby to fajnie bo jak każdy wie krajobrazy mamy piękne, gorzej niestety z drogami - te do najlepszych nie należą, no ale co - marudzenie jest dla marud, a mnie czeka wycieczka po południowej części naszego kraju. Udaj się po naczepę do firmy Euro Goodies optymistycznie zakończył rozmowę mój nowy spedytor, no ok, zobaczymy na co Cie stać nowy "współpracowniku" myśląc odpaliłem silnik i ruszyłem.

 

ets2_005m.png.d6fa7a04c59a74668a34d615e1Po zgłoszeniu się w firmie Euro Goodies do biura, pobrałem potrzebne dokumenty, sprawdziłem wagę by czasami nie okazało się że jestem przeładowany - na szczęście wszystko się zgadzało i pierwsza trasa w nowej roli, nowym ciągnikiem wróży tylko pozytywy. Osoba zarządzająca na miejscu poinformowała mnie gdzie stoi moja naczepa z kontenerem, ok ok ... jeszcze CMRka - wpisałem w niewypełnione pola brakujące informację, w sumie to się nie napisałem, nr rej. konia, yhmmm jasne, pierwszy dzień współpracy z nowym towarzyszem a już mam znać na pamięć jakie ma numery, zaśmiałem się zerkając do teczki z dokumentami, w której to schowany miałem dowód rejestracyjny. PZ 316Ak - idealnie, w dokumentach ładunkowych odnalazłem szybko numery naczepy - SRS 977J, wpisałem dane dotyczące mojej firmy w polu przewoźnika i z takim, gotowym zestawem udałem się podjechać po naczepę.

ets2_008m.png.d91eb0b8ff259e89c0efa5dc26ets2_007m.png.3f536a0101c66ff1665cdd4e43

Trochę zamotany ten parking, ale jakoś się odnalazłem. Sprawdziłem czy wszystkie twistlocki są dobrze skręcone, czy oświetlenie w pełni działa i ruszyłem w drogę. Z samej drogi nie wiele jest do opisywania, bo ani nie była długa - raptem niecałe 150km, ani też wiele się nie działo, Volvo sprawuje się jak należy, droga mija szybko... to może trochę o ładunku i samej pracy na kontenerach.

ets2_006m.png.ac8fca738091dbb923fd3af256

 

 

Jak mówiłem jest to dla mnie niemalże nowość, gdzieś, kiedyś miałem trochę styczności ale niewiele, co nie zmienia faktu że się nie cieszę, jako pasjonat zabudowań i klimatów portowych - praca wręcz idealna. Co do ładunku, lekko bo tylko 9 ton karmy dla zwierząt, szybki przerzut po kraju bo jadę z tym tylko do Katowic, jednak nie zniechęcam się - wiem że najlepsze dopiero przede mną. Po zajechaniu na miejsce, do firmy Posped wjechałem na wagę i zdałem naczepę z kontenerem pod odpowiednią rampę. Po zebraniu podpisów na dokumentach wypiąłem konia i udałem się na obiad, a później wykręcić dziewięcio godzinny odpoczynek.. do następnego mobile! ...

 

ets2_010m.png.bc2073c22a5ec325833ee20152ets2_009m.png.5f88a110213ab3dd506346e40fets2_011m.png.354f8b34540008cb8ed643729d

 

Statystyki trasy:

załadunek: Wrocław (PL) - Euro Goodies

rozładunek: Katowice (PL) - Posped

ładunek: Jedzenie dla zwierząt - 9 ton

dystans: 147km

zużyte paliwo: 53l

 

 

  • Upvote 1

ets2_00209.jpg

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.